11.01.2009

Parę słów o dnieprowych porohach




W swoim dziele De administrantibus imperio, cesarz Konstantynopola Konstantyn Porfirogeneta opisał podróż Rusów z Nowogrodu nad Morze Czarne. Najciekawszym etapem tej drogi jest spław Dnieprem. Opisowi tej właśnie rzeki cesarz poświęca najwięcej miejsca, w barwnych słowach opowiada o trudach i niebezpieczeństwach z jakimi zmierzyć musieli się Rusowie, aby dotrzeć do upragnionego Złotego Rogu – bizantyńskiego portu. Co tak przyciągało uwagę Porfirogenety, że postanowił przekazać to swoim następcom?

Zapewne podziwiał odwagę i zręczność kupców, którzy aby dostać się na bizantyński rynek, przebyć musieli porohy na Dnieprze. Czym są te niesławne porohy? Są to skały wystające znad powierzchni wody, uniemożliwiające żeglugę. Tego typu przeszkody są nie lada wyzwaniem nawet dla dzisiejszych kajakarzy – co dopiero dla średniowiecznych kupców! Nie mieli oni na wyposażeniu kajaków czy kapoków, a jedynie wydłubany z jednego pnia drzewa monoksyl, popularnie zwany dłubanką lub jednodrewką. Rusowie nabywali te małe i zwrotne łódeczki w Kijowie od Słowian, wyposażeni w nie, ruszali w dół rzeki.

Pierwszy próg z jakim przychodziło się im zmierzyć, nosił skandynawską nazwę Essupi, czyli „nie śpij”. Płynący musieli wysiąść z łodzi i prowadzić je tuż przy brzegu, trzymając burty rękami, stąpając ostrożnie bosymi stopami po śliskich kamieniach. Reszta pasażerów szła brzegiem, uważnie wypatrując ewentualnej zasadzki.

W ten sposób pokonywali też następne porohy - Ulvorsi, czyli „wsypę zaporową” oraz Gelandri, czyli „szum zaporowy”. Następnie dopływali do porohu o nazwie Aeifor, lub po słowiańsku Neasit, czyli „ciągle burzliwy”. Tam też według Porfirogenety miały na skałach gniazda pelikany! Teren stawał się niebezpieczny, łodzie przybijały do brzegu. Część załogi – wojowie – wychodziła na ląd i penetrowała teren w obawie przed atakiem Pieczyngów. Pozostali zaś w pośpiechu przewlekali swoje łodzie – jedni na plecach, inni ciągnąc za sobą po ziemi. Niewolników zaś, związawszy, prowadzili między sobą. Po przejściu 6 mil rzucali łodzie na wodę i zaczekawszy na straż, płynęli dalej.

Przeprawiwszy się przez piątą z kolei przeszkodę Varuforos, lub słowiańskie Vulniprah, dopływali do wielkiego stawu. Stamtąd droga wiodła aż do progu Leanti, słowiańskie Verutzi, co znaczy „wrząca woda”. W tym odcinku rzeka stawała się już spokojniejsza, zmniejszają się wiry a skały wystające znad powierzchni wody nie były już groźne dla łodzi. Ostatni poroh, zwany Strukun, czy też po słowiańsku Naprezi, oznacza po prostu „mała zapora”.

Przeprawiwszy się przez siedem porochów, kupcy i ich towary nie były jednak jeszcze bezpieczne. Pokonali wprawdzie żywioł natury, przed nimi jednak, o wiele niebezpieczniejszy – żywioł ludzki. Rejony o których mowa należały w X wieku do Pieczyngów – ludu dzikiego i rządnego łupów. Pieczyngowie często byli za słabi by uderzać na Ruś czy Bułgarię, mieli jednak wystarczająco sił, by złupić kilka wypraw kupieckich.

Sprzyjało im ukształtowanie terenu; oto po porohach korytu rzeki schodziło się, tworząc bród, zwany brodem Krarion. Z jednego brzegu na drugi można było strzelać z łuku – idealne miejsce na zasadzkę! Tam właśnie często dochodziło do starć pomiędzy Rusami a Pieczyngami. Często Ruskich książąt gubiła własna pycha, tak stało się np. z księciem Światosławem, który wracał tą drogą w 972 roku. Przestrzegany przez wszystkich, zlekceważył ostrzeżenia i ruszył w drogę, która jak się później okazało – była jego ostatnią, książę zginął bowiem w walce z Pieczyngami, stając się przestrogą dla tych, którzy zbyt pewni we własny siły będą przekraczać bród Krarion.

Po przeprawieniu się przez bród, dopływali Rusowie do wyspy św. Grzegorza. Tam składali ofiary bogom, dziękując za bezpieczną drogę i prosząc o powrót do domu. Jak wyglądały te ofiary? Jak podaje Porfirogeneta, główną rolę odgrywał tu... kogut. Rusowie rzucali losy o to czy zostawić zwierzę przy życiu, oddać jako ofiarę bogom czy zwyczajnie zjeść.

Następnym przystankiem na drodze kupców do Bizancjum byłą wyspa św. Aitheriusza. Tam Rusowie przygotowywali swoje statki do żeglugi morskiej. Rozpoczynał się kolejny etap ich podróży, ale to już temat na całkiem inny artykuł. . .

Michał Rukat

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz