Bitwy morskie towarzyszą wojnie od samej starożytności, a już wtedy losy całych kampanii wojskowych mogły zależeć od jednego starcia na morzu. Tak było np. z Wojnami Perskimi. Grecy pokonali wielką armię Kserksesa dzięki zwycięstwu pod Salaminą, a Persowie mogli tę wojnę wygrać tylko z udziałem floty. Przyczyn było wiele, ale najważniejsza jest aktualna do dziś w historii operacji wojskowych – aprowizacja. Cała ogromna armia Kserksesa, którą Herodot liczył w milionach, a współcześni historycy odpowiednio w dziesiątkach tysięcy musiała być zaopatrywana w żywność. Zadanie wykarmienia armii, w ograniczonej mierze spoczywało na sprzyjających Persom greckich miastach, które znajdowały się na trasie przemarszu wojsk, jednak podstawowym źródłem zaopatrzenia były okręty. Perskiej flocie, jak pisze Herodot, towarzyszyło trzy tysiące pentekonter (pięćdziesięciowiosłowców) wyładowanych między innymi pszenicą. Statki te mogły na bieżąco dowozić wojsku perskiemu żywność szybciej niż transport lądowy, a także w większych ilościach (pamiętajmy o trudnościach jakie w tamtych czasach napotykał transport lądowy). Musiał być spełniony tylko jeden warunek: flota perska musiałaby mieć przewagę, jeśli nie całkowite panowanie na morzu. Po rozbiciu perskiej armady i zmuszeniu jej do wycofania się, Grecy zdobyli inicjatywę strategiczną na morzu, dzięki czemu mogli nie tylko przerwać morską linię zaopatrzeniową wroga, ale również lądową (tzn. zerwać mosty przerzucone przez Hellespont). Zagrożenie uwięzienia na terenie Grecji, oraz widmo głodu były decydującymi czynnikami, które skłoniły Kserksesa do szybkiego wycofania się wraz z większą częścią armii z powrotem do Persji. Zajmijmy się teraz głównymi aktorami tych morskich zmagań, czyli właśnie okrętami. Przez cały okres antyku, były one względnie długie a ich główną siłą napędową były wiosła. Pierwsze statki tego typu miały dwadzieścia wioseł1(850-700 r. p.n.e.) i obity żelazem taran na dziobie. Szybko jednak przeszły ewolucję, w celu zwiększenia wielkości, a także szybkości, w wyniku której przedłużano rząd wioseł do praktycznej granicy wielkości okrętu mającego jeden ich poziom. Powstały pentekontery czyli pięćdziesięciowiosłowce. W czasie wojen perskich były używane już głównie jako statki transportowe2, a niektóre mniej zamożne miasta dostarczyły flocie sprzymierzonych właśnie pentekonter.3 Gdy osiągnięto praktyczną granicę długości, sposobem na zwiększenie napędu było usadowienie wioślarzy na kilku poziomach.4 Tak powstała grecka triera, czyli trójrzędowiec. Współczesna wiedza na temat tych statków opiera się na wielu źródłach, w tym monetach i wazach (gdy chodzi o wygląd ogólny), wykopaliskach doków, w których cumowały takie jednostki (gdy chodzi o wymiary) i zachowanych zapiskach (w przypadku liczby wioślarzy czy koloru – używano wielkich ilości czerwonej ochry, w celu ozdobienia trier). Tak więc typowy okręt tego rodzaju miał długość ok. 31-38 metrów, a szeroki był na 3-4 metry. Zanurzenie przy tym stanowiło ok. 1 metra. Były to więc jednostki niestabilne przy bocznej fali, zwłaszcza ze względu na płaski kadłub, który był potrzebny aby umożliwić wciąganie triery na brzeg.5 Załoga stanowiła ok. 200 ludzi, w tym 170 wioślarzy (62 górny pokład tzw. thranite, 54 środkowy czyli zygite oraz 54 dolny zwani thalamite) oraz do 30 hoplitów6, zaś attyckie triery zaopatrzone były w czterech łuczników wspomaganych przez kilkunastu hoplitów.7 Do tego dochodziła załoga pokładowa w liczbie piętnastu ludzi, z flecistą oraz podającym tempo. Całością dowodził trierarch. Parablemata – skórzane ekrany – służyły do ochrony wiosłujących przed pociskami i oszczepami. Ze względu na liczebność załogi oraz niewielką ilość miejsca triery na noc przybijały do brzegu, w celu zaopatrzenia w wodę i żywność, przy czym dzięki niewielkiemu zanurzeniu najczęściej po prostu wciągano je na plażę. Tak samo postępowano w trakcie burzy, mając na względzie dużą niestabilność owych statków. Podczas Wojen Perskich miało to istotne znaczenie, ponieważ w momencie gdy ogromną flotę Persów przebywającą w okolicy Magnezji zastała burza, duża część statków nie mogła zostać wciągnięta na brzeg przez brak miejsca. W efekcie Persowie stracili ok. 400 okrętów. Wioślarzami na greckich trierach nie byli niewolnicy, ale dobrze wyszkoleni zawodowcy, rekrutowani z niższych warstw społeczeństwa. Wynikało to z faktu, iż głównym sposobem walki było łamanie wioseł lub taranowanie (często po kolei), więc zwrotny statek ze zgraną załogą miał oczywistą przewagę nad takim, którego załogę stanowili nieobeznani z morzem niewolnicy. Przy taranowaniu stosowano dwa sposoby walki; diekplus i periplus. Periplus polegało na rozciągnięciu wszerz własnej linii okrętów, aby móc oskrzydlić przeciwnika. Właściwie idea tego manewru polegała na ataku na burtę przeciwnika i to on właśnie został zastosowany pod Salaminą, z tą różnicą, że okręty oskrzydlające (Egineci) były ukryte w cieśninie między Psyttaleją a Attyką8. Diekplus było bardziej złożone i wymagało większych umiejętności od wioślarzy. Statki atakowały wtedy flotę przeciwnika w kolumnie, prowadząca triera szybkim manewrem łamała wiosła, umożliwiając następnym trierom taranowanie unieruchomionych statków, sama zaś przebijała się na tyły wrogiej floty. Taktycznym przeciwdziałaniem było ustawienie floty w dwóch lub więcej liniach, co czyniło diekplus niemalże samobójstwem, ale z drugiej strony skracało szerokość linii okrętów a to narażało z kolei na periplus. Specjaliści od historii floty nie są jednak zgodni co do szczegółowej rekonstrukcji diekplus. Powyższa propozycja jest autorstwa J. S. Morrisona9 , wybitnego specjalisty od historii żeglugi, dlatego wydaje mi się bardziej prawdopodobna (tłumaczy też przebieg wielu antycznych bitew morskich), natomiast funkcjonuje jeszcze inna teoria mówiąca, że okręty wykonujące diekplus, stawały w szyku czołowym i ruszały jednocześnie z dużą prędkością, starając się przebić przez linie przeciwnika, łamiąc jego trierom wiosła. Za linią dokonywały zwrotu i atakowały częściowo unieruchomione już jednostki. Bezsporne natomiast jest to, że na wykonanie diekplus mogła sobie pozwolić jedynie szybka i dobrze wyszkolona flota. Istniała jeszcze trzecia taktyka, typowo obronna, stosowana przez mniejsze lub wolniejsze floty, czyli kyklos. Polegała na uformowaniu z okrętów koła z taranami skierowanymi na zewnątrz. Zastosowali ją Grecy w bitwie morskiej pod Artemizjon10. Oprócz taranowania stosowano także abordaż, co wymagało jednak większej ilości żołnierzy na pokładzie. Później, za czasów rzymskich klasyczny navis longa przeszedł dalszą ewolucję, a pomysłowi Rzymianie wynaleźli nowe sposoby walki – ale to już inna historia. Maksymilian Waszkiewicz 1 Benedetto Bravo, Ewa Wipszycka, Historia Starożytnych Greków, PWN, Tom I, Warszawa, 1988 s. 259 2 Herodot, Dzieje, wyd. Czytelnik, Warszawa, 2002, VII. 95 s. 407 3 Herodot, op. cit., VIII. 1 s. 454 i 46 s.466 4 John Warry, Armie Świata Antycznego, wyd. 69, Warszawa, 1995, s 19 5 Benedetto Bravo, Ewa Wipszycka, op. cit., s. 262 6 John Warry, op. cit., s. 30 7 Plutarch, Żywoty Sławnych Mężów, Zakład Narodowy imienia Ossolińskich, Wrocław, 1953 wyd. III, s.28 8 Herodot, op. cit., VIII. 91 s. 479 9 Benedetto Bravo, Ewa Wipszycka, op. cit., s. 263 10 Herodot, op. cit., VIII. 11 s. 457
11.01.2009
Rzecz o greckich Trierach
Kategorie:
historia starożytna
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
niesamowita praca ! wiecej takich
OdpowiedzUsuń31 yr old Tax Accountant Walther Portch, hailing from Lakefield enjoys watching movies like Downhill and Astronomy. Took a trip to Church Village of Gammelstad and drives a Gurney Eagle Mk1. Idz do tej stronie
OdpowiedzUsuńrozwod koscielny rzeszow
OdpowiedzUsuń