26.02.2009

Bezkrólewie po śmierci Zygmunta Augusta




Praca, którą popełniłem, obejmuje okres od śmierci Zygmunta Augusta (7 VII 1572 r.) do zakończenia sejmu konwokacyjnego (28 I 1573 r.). Nie zamieściłem tu opisu sejmu elekcyjnego. Uważam, że jest to materiał na oddzielną pracę. Samo zaś bezkrólewie, dostarcza materiału do obszernego opracowania.

Powodem, dla którego postanowiłem zająć się tym tematem, jest bezprecedensowe wydarzenie w dziejach naszego kraju, jakim było bezkrólewie po śmierci ostatniego Jagiellona. Moim zdaniem, sposób w jaki szlachta i magnaci poradzili sobie z tą sytuacją, godny jest uwagi. Zauważyć trzeba, że w podobnych okolicznościach w Rosji, społeczeństwo nie umiało poradzić sobie z wyborem nowego władcy, a kraj pogrążył się w chaosie.



Pozbawiona władcy szlachecka brać, pod wpływem zagrożenia – tak wewnętrznego jak i zewnętrznego – potrafiła znaleźć consensus i w momencie przełomowym dla historii Polski – udźwignąć ciężar władzy.


* * *

Śmierć Jagiellona


(...) Dnia 7 lipca, roku 1572, mając lat 52 umarł ostatni potomek z meżczyńskiego plemienia domu Jagiełłowego, który u nas szczęśliwie blisko dwu set lat panował. (...) Ten pan śmiercią swą koronę barzo zatrwożył, gdyż jej potomka żadnego nie zostawił. Acz o tem zmianka częsta bywała, jakoby za dobrego zdrowia jego stany koronne wczas o sobie radziły i o inszym panu przemyśliwały, któryby po śmierci jego im panował; lecz śmierć pośpieszna króla wtem zaskoczyła tak, iż to do skutku nie przyszło, i tak Pan Bóg chciał mieć w wielkich kłopotach tę koronę naszą.” 1


W dniu 7 lipca 1572 roku zmarł Zygmunt August, ostatni władca z dynastii Jagiellonów. Przedstawiciele tego litewskiego rodu zasiadali nieprzerwanie na polskim tronie od 1386 roku. Mimo że ich monarchia była w Królestwie Polskim tylko pozornie dziedziczna, szlachta dążyła do wyboru kolejnego Jagiellona, aby wzmocnić unię personalną Polski z Litwą. Przez 186 lat społeczeństwo polskie przywykło do myśli o naturalnej elekcji Wielkiego Księcia Litewskiego na tron Polski. Unia z 1569 roku zmieniła znacznie stosunek obu państw. Litewski dziedziczny tron stał się elekcyjny. Sytuacja w 1572 roku była jednak precedensem. Istniały wprawdzie instrukcje sejmowe, ustanowione jeszcze za Zygmunta Starego, dotyczące elekcji nowego władcy – nikt jednak nie czuł się odpowiednim aby wprowadzić te ustawy w życie.

Niezwykłe wydarzenia zostały poprzedzone morowym powietrzem i ukazaniem się komety2. Ten rok miał być inny niż wszystkie poprzednie. Od wyboru Zygmunta Starego w 1506 roku minęło już 66 lat. Jedynie najstarsi posłowie pamiętali poprzednią elekcję. Wybór Zygmunta Augusta został przeprowadzony jeszcze za życia jego ojca (vivente rege) w 1530 roku. Śmierć króla postawiła szlachtę w zupełnie nowej sytuacji.

Prawdą jest, że od czasów Andegawenów, władca Polski nie miał nigdy tak silnej pozycji jak jego odpowiednicy na wschodzie i zachodzie. Władza monarchy była ograniczona przywilejami, które oddawały część prerogatyw w ręce braci szlacheckiej. Mimo tego – rola króla w Rzeczypospolitej była na tyle ważna, że kiedy go zabrakło – w kraju zapanował chaos. „Wiadomość o śmierci Zygmunta Augusta taki sprawiła zamęt, że nie było prawie nikogo, kto by obecnym niebezpieczeństwem nie rażony i strachem nie przejęty, nie rzucił się natychmiast do broni, konia i wojennego rynsztunku.”3 – tak opisuje ten stan Świętosław z Borzejowic. Król był niczym ster dla statku – bez niego polityczny żagiel raczkującego polskiego parlamentaryzmu, targany przez zmienne wiatry magnacko-szlacheckich sporów ideologiczno-religijnych, łatwo mógł doprowadzić do zatonięcia okrętu w odmętach wojny domowej lub sztormie zagranicznych interwencji. Tak szlachta jak i magnateria doskonale rozumiała swoje położenie. Brak władcy groził wojną domową pomiędzy magnatami żadnymi władzy. Istniało również niebezpieczeństwo najazdu sąsiada zza Odry, państwa Moskiewskiego czy wreszcie obu jednocześnie. Antagonizmy, które do tej pory łagodził król mocą swojego majestatu – teraz zaczęły wypływać na wierzch i wzbudzać powszechne niepokoje.

Głównym problemem było pytanie – kto powinien dokonać wyboru nowego władcy? Przy elekcjach Jagiellonów głos decydujący należał do senatu. Szlachta zatwierdzała jedynie decyzję „starszych braci”. Po eskalacji ruchu egzekucyjnego, szlachta nabrała przekonania o własnej wartości – domagała się udziału w wybieraniu nowego władcy. Jej przewaga leżała w tym, że była „liczniejsza, śmielsza i zuchwalsza”4.

Nie bez znaczenia był również konflikt na tle religijnym, pomiędzy szlachtą katolicką i protestancką. Znalazł on swoje ujście w sporze o przewodnictwo w czasie interregnum - urząd interrexa. Obóz katolicki widział „międzykróla” w osobie prymasa Jakuba Uchańśkiego, arcybiskupa Gniezna. Szlachta protestancka, odbierając to jako ograniczenie wolności wyznania, domagała się wybrania na ten urząd wojewody krakowskiego, kalwina, Jana Firleja.

Trzeba także pamiętać, że od unii lubelskiej minęło jedynie trzy lata. Panowie litewscy wciąż chowali w sercach uraz do Sejmu Polskiego za oderwanie od Litwy Podlasia, Wołynia, Kijowszczyzny i Bracławsczyzny. Nie mieszali się w spory magnacko-szlacheckie. Występowali solidarnie, czekając na bardziej zdecydowane ruchy ze strony Polski. Sami prowadzili rokowania z Ernestem Habsburgiem i Iwanem IV – licząc na ich pomoc w odzyskaniu straconych ziemi.

Wspomnieć warto również o „odwiecznym sporze” pierwszeństwa pomiędzy katolicką Wielkopolską i protestancką Małopolską. Szlachta potrzebowała kilku miesięcy aby doprowadzić do wspólnego zjazdu, na którym podjęto decyzje możliwe do zaakceptowania przez ogół społeczeństwa. Obraz ten uzupełnić należy o działania wojenne Moskwy w Inflantach, tatarskie hordy na południowych rubieżach Rzeczypospolitej oraz nieopłacone wojsko najemne, zbyt nieliczne aby poradzić sobie z ewentualnym najazdem.

Przed tymi oto trudnościami stanął naród Polski latem, 1572 roku.


Zjazdy i sejmiki


Przebywającemu na zamku w Knyszynie Zygmuntowi, męczonemu przez suchoty i gorączkę, towarzyszyli m. in. biskup krakowski Franciszek Kraisński i marszałek nadworny litewski Mikołaj Krzysztof Radziwiłł. Kiedy jasnym stało się, że król bliski jest śmierci, prymas Jakub Uchański postanowił zwołać zjazd senatu do Knyszyna. Ufał, iż wrogo nastawiona do niego szlachta protestancka, przybędzie tam z uwagi na ciało zmarłego monarchy. Pomysł ten wyperswadował mu biskup kujawski Stanisław Karnkowski. Radził on prymasowi, aby nie oglądając się na innowierców, zwołał zjazd do swojej rezydencji – Łowicza. Uchański przystał na tą propozycję. Wysłano również list do marszałka nadwornego litewskiego Mikołaja Krzysztofa Radziwiłła, w którym biskup i prymas apelowali o zwołanie zjazdu po śmierci króla, dla obrony praw i wolności Rzeczypospolitej.

Zjazd do Łowicza Uchański zwołał na 16 lipca. Ten pośpiech był powodowany chęcią przejęcia kontroli nad sytuacją. Prymas chciał ugruntować swoją pozycję jako interrexa. Jego plany pokrzyżowała niska frekwencja senatorów. Do rezydencji biskupa przybyło 30 senatorów, głównie z Wielkopolski. Znaleźli się tam m. in. wojewoda poznański Łukasz Górka oraz kasztelan gnieźnieński Jan Tomicki. Do Łowicza ciągnęła również szlachta, nie została jednak dopuszczona do obrad, co okazało się największym błędem prymasa.

Zebrani uchwalili zwołanie pospolitego ruszenia, które miał ostać na straży granic kraju w okresie bezkrólewia. Ponieważ wraz ze śmiercią króla przestawały działać sądy, postanowiono powołać nowe sądy ekstraordynaryjne. Wysłano też posłów na Litwę – wojewodę lubelskiego Mikołaja Maciejowskiego i kasztelana wieluńskiego Jana Krzysztoporskiego. Były sekretarz króla Zygmunta – Jan Solikowski – uważał, że przed wybraniem nowego monarchy, należy zmienić i ulepszyć system prawny w kraju. Wybrano więc trzech senatorów, którzy mieli zająć się „naprawą praw” oraz ułożyć projekt wyboru nowego króla. O samej elekcji zaś, postanowiono niewiele. Senatorowie wyznaczyli jedynie niepewną datę – 7 września 1572 roku. Uchański przeciągał koniec obrad w nadziei na przybycie choćby części szlachty Małopolskiej. Jej brak, dał senatowi świadomość wyłączności na sprawowanie władzy w interregnum.

Dwa dni wcześniej, 14 lipca, do Krakowa zjazd zwołał marszałek wielki koronny – Jan Firlej. Stawiła się na nic brać szlachecka wraz z senatorami małopolskimi w liczbie ok. 4 tysięcy. Oba stany obradowały tu razem. Nadawało to zjazdowi krakowskiemu większą rangę niż jego odpowiednikowi w Wielkopolsce.

Problem obrony granic zebrani chcieli rozwiązać przez zaciągnięcie armii opłacanej z publicznych pieniędzy. Pieczę nad ochroną najbardziej zagrożonych terenów kraju powierzono kasztelanowi Bieckiemu Stanisławowi Szafrańcowi i podkomorzemu krakowskiemu Stanisławowi Cikowskiemu. Firlej zwołał również zjazd szlachty do Knyszyna na 10 sierpnia. Zebrani zdecydowali bowiem, że o terminie elekcji zdecydować powinna szlachta z całej Rzeczypospolitej. Dodatkowym powodem wyboru właśnie Knyszyna, była chęć przejęcia królewskiego skarbu. Przewagą Firleja w zjednywaniu sobie społeczeństwa były propagowane przez niego hasła równości i współodpowiedzialności za kierowanie losami państwa. Świecka szlachta katolicka dużo przyjaźniej patrzyła na obóz protestancki niż senatorowie w paliuszach. Można powiedzieć, że siła obozu innowierców leżała w ich silnych przywódcach i śmiałym działaniu, słabość zaś Wielkopolan – w braku solidarności i szybkich decyzji. Nie było bowiem jednego silnego stronnictwa katolickiego. Próby jego utworzenia podejmował nuncjusz papieski - Giovanni Francesco Commendone, o którym przyjdzie jeszcze wspomnieć.

Tymczasem szlachta Wielkopolska zebrana na zjazdach w Radziejowicach (21 sierpień) i Środzie (8 września) odrzuciła jednomyślnie postanowienia zjazdu łowickiego. Powodem był oczywiście brak drobnoszlacheckiej braci przy podejmowaniu tych uchwał. Zjazdy zwoływała również szlachta chełmińska do Krasnegostawu (17 lipca) oraz podolska i ruska do Glinian (31 lipca). Zawiązywano na nich konfederacje w celu obrony kraju, powoływano sądy nadzwyczajne.

W innych częściach kraju również nie próżnowano. Szlachta małopolska na zjeździe w Osiecku domagała się wydalenia z kraju nuncjusza papieskiego Giovanniego Francesco Commendone. Protestanci swoje żądania uzasadniali obawą o bezpieczeństwo kardynała, w razie wybuchu zamieszek. Prawdziwym powodem była jednak niechęć do ingerencji w sprawy Polski głowy kościoła katolickiego, który popierał prymasa Jakuba Uchańskiego. Commendone, będąc zręcznym dyplomatą oraz posiadając odpowiednie instrukcje od papieża Grzegorza XIII, nie uciekł z Polski. Przychylił się do „prośby” szlachty małopolskiej i opuścił ich województwo. Swój dalszy pobyt w kraju uzależnił jednak od decyzji ogółu szlachty, która miała się dopiero zebrać. Sam zaś skupił się na tworzeniu stronnictwa katolickiego. Zjednał sobie niezwykle aktywnego biskupa kujawskiego Stanisława Karnkowskiego oraz wojewodę sieradzkiego Alberta Łaskiego. Największym bodaj sukcesem kardynała Commendone było przeciągnięcie na swoją stronę, jednego z dotychczasowych przywódców stronnictwa protestanckiego – Piotra Zborowskiego, wojewodę sandomierskiego. Nuncjusz wykorzystał niechęć Zborowskiego do Firleja, wynikającą z zazdrości o przewodnictwo szlachcie w Małopolsce.

Sytuacja w ostatnich dniach lata wyglądała nieciekawie. Kraj podzielony był na zwolenników Jakuba Uchańśkiego, Jana Firleja oraz szlachtę wielkopolską, która nie była w stanie jasno sformułować swojego stanowiska. Sytuacja miała wyklarować się na zjeździe zwołanym do Knyszyna na 10 sierpnia. Tak się jednak nie stało.

Na zjeździe nie stawił się prymas Uchański, dla którego polityka Firleja, roszczącego sobie prawo do urzędu interrexa, była zamachem stanu. Również szlachta wielkopolska zbojkotowała zjazd knyszyński. Zabrakło tam także przedstawicieli ziemi sandomierskiej. Z Litwy stawił się marszałek wielki litewski Jan Chodkiewicz. Z małopolski przybyli marszałek nadworny koronny Andrzej Opaliński, podskarbi wielki koronny Hieronim Bużańśki oraz biskup płocki Arnulf Chański. Z przedstawicieli szlachty obecny był podkomorzy chełmski Mikołaj Sienicki.

Brak senatorów wielkopolskich nie umniejszył faktu, iż był to pierwszy od śmierci monarchy zjazd przedstawicieli niemalże wszystkich ziem polskich. Jan Firlej zwlekał jednak z rozpoczęciem obrad, jakby w nadziei na przybycie większej ilości szlachty. Po dwóch tygodniach oczekiwania, postanowiono rozpocząć zjazd.

Obrady rozpoczęły się 24 sierpnia 1572 roku od oddania czci doczesnym szczątkom króla Zygmunta Augusta. Po mowie żałobnej wygłoszonej przez Jana Firleja senatorowie postanowili opuścić miasto. Powodem była zaraza, która pustoszyła ulice Knyszyna5. Obrady toczyły się na miejskich błoniach, w namiocie Karola Chodkiewicza.

Pierwszym punktem obrad był spór o ciało zmarłego króla. Zaraza mogła doprowadzić do wyludnienia miasta i pozostawienia zwłok władcy bez opieki. Senatorowie postulowali przewiezienie ciała do Tykocina. Stanowczy opór postawili dworzanie. Jak łatwo się domyśleć, przedmiotem sporu były nie tyle szczątki Zygmunta, co dwie szkatuły pełne złota, które monarcha po sobie pozostawił. Dworzanie domagali się wypłaty zaległych pensji. Senatorowie przeznaczyli na ten cel 7,5 tysiąca złotych, w zamian za co uzyskali życzliwą neutralność królewskiego dworu. Na obronę kraju przeznaczono 21 tysięcy złotych.

Zebrani postanowili zająć się powzięciem decyzji o pochówku byłego władcy, sposobie wyboru nowego oraz polityce zagranicznej kraju. Podczas zjazdu szlachta, w osobie Mikołaja Sienickiego, oskarżali senat o lekceważenie ich samych oraz o próby przejęcia władzy w kraju. Domagano się również usunięcia z kraju wszystkich zagranicznych posłów. Sienicki przynaglał senat do podjęcia szybkiej decyzji w sprawie elekcji nowego króla. Każdy dzień zwłoki uważał za potencjalne zagrożenie dla suwerenności kraju. Ponadto – szlachta apelowała o zgodę między województwami, gdyż tylko ona była gwarantem unormowania sytuacji w kraju.

Podjęto tam również decyzję o elekcji viritim – której projekt wyszedł wcześniej od Piotra Zborowskiego. Dawała ona ogółowi szlachty możliwość dokonania wyboru nowego króla. Firlej uważał, że wielkiej liczbie posłów ciężej będzie wypracować jednomyślną opinię. Łatwiej będzie ją kontrolować i narzucić własne decyzje. Tadeusz Piliński tak opisuje ten stan rzeczy – „Zdaje się ,jak żeby fatalność jakaś była postawiła Koronę Polską pośród stronnictw, z których każde uważało za swój interes i obowiązek podkopywać jej znaczenie, i władzę jej doprowadzić do najdrobniejszych rozmiarów”. 6

Elekcję zwołano na 13 listopada pod Lublin. Miejsce to nie było przypadkowe. Lubelszczyzna była wówczas gęsto zasiedlona przez szlachtę protestancką. Sam Jan Firlej posiadał tam też liczne ziemie, mógł więc liczyć na poparcie swoich włościan.

Warto również wspomnieć o jeszcze jednym aspekcie zjazdu w Knyszynie. Chociaż miało być to zebranie senatu – dopuszczono do głosu szlachtę. Mowa Mikołaja Sienickiego pozwoliła dostrzec w drobnej szlachcie siłę polityczną, z którą należało się liczyć. Senatorowie zdali sobie sprawę, że jeśli nie dojdą do porozumienia, ich „młodsi bracia” przejmą kontrolę nad sytuacją polityczną w kraju.


Odpowiedź Wielkopolski


Tymczasem Prymas zaniepokojony aktywnością Firleja zwołał zjazd szlachty Wielkopolskiej do Koła na 15 października. Zawiązano tam konfederację przeciwko wyborowi króla przez część szlachty – domagano się zgody ogółu. Zebrani odrzucili uchwały zjazdu knyszyńskiego. Uchwalono również szczegółowe ustawy co do sądownictwa w okresie bezkrólewia.

Zdrajcy ojczyzny, zamachowcy oraz wszyscy, którzy działaliby na szkodę Rzeczypospolitej – mieli zostać wydaleni z kraju. W razie oporu, kasztelan miał zebrać wojsko, doprowadzić je wojewodzie – a ten powinien ukarać przestępcę (nawet śmiercią) i rozebranie je majątku. Inne przestępstwa – morderstwa, kradzieże, gwałty, podpalenia – miały być sądzone przez komisję złożoną ze starosty oraz 4 wybranych przez niego osób. Skazany miał prawo odwołać się do Sejmu Walnego. Postanowiono również, że wyboru króla ma dokonać cały naród. W innym wypadku – należy nie dopuścić do objęcia tronu przez króla wybranego jedynie częścią głosów. Podkreślić trzeba, że decyzję tą podjęła wspólnie szlachta katolicka i innowiercza.

W podobny duchu utrzymany był zjazd szlachty ruskiej w Wisznie (17 października). Zebrani postanowili, że „(…) obiorą króla, nie tego kto będzie skarbił stronników pieniędzmi, obietnicami (…) jeno męża natchnionego miłością ojczyzny i dbającego o jej dobro”.

Sytuacja zaczęła się zmieniać. Dzięki aktywnej polityce biskupa Karnkowksiego, na stronę Wielkopolan przeszedł Piotr Zborowski. Szlachta nie uznała uchwał zjazdu knyszyńskiego uznając prymasa za prawowitego interrexa. Również na Litwie zwrócono się przychylnie do decyzji Wielkopolan. Jan Firlej tracił poparcie – zaczął więc dążyć do porozumienia z Prymasem.

Jeszcze podczas trwania zjazdu w Kole, obradujący otrzymali list od szlachty małopolskiej. Była to próba wyciągnięcia ręki w stronę Wielkopolan. Prymas Uchański zwołał zjazd w Kaskach na koniec października 1572 roku.

Dzięki pośrednictwu Piotra Zborowskiego, udało się ściągnąć tam dużą część senatorów. Magnaci mieli w pamięci płomienną mowę posła Sienickiego i jego słowa naglące do podjęcia decyzji. Być może jakiś wpływ na większe zdecydowanie senatu miały plotki rozpuszczane przez Janusza Latalskiego, w myśl których sam cesarz śpieszył już przez Śląsk do Rzeczypospolitej, aby pojąć za żonę Annę Jagiellonkę i przejąć tron Polski. Nie stawili się jedynie przedstawiciele Litwy i Prus. Na zjeździe potwierdzono uznanie prymasa za interrexa. Za zgodne z prawem uznano również powołanie sądów kapturowych.

Zebrani zdecydowali również o losach Anny Jagiellonki. Mogła zamieszkać w Łęczycy lub Krasnystawie. Pieczę nad siostrą króla miał sprawować biskup chełmski Wojciech Staroźrebski. Uspokojeniem sytuacji zagranicznej miał zająć się poseł Janusz Latalski. Wysłano go do książąt Pomorskich i elektora Brandenburgii aby przypomniał dawne traktaty i zapewnił sąsiadów o ich ciągłości i ważności. Insygnia niezbędne do koronacji nowego monarchy mieli przywieźć z Tykocina Piotr Zborowski i kasztelan gnieźnieński Wawrzyniec Gembicki. Ponadto, postanowiono ściągnąć podatek z posiadaczy królewszczyzn.

Postanowiono również powołać komisję, która miała się zająć reformą prawa. W jej skład wchodzili wojewoda łęczycki Jan Sierakowski, kasztelan sandomierski Hieronim Ossoliński, kasztelan rogoziński Jan Tomicki, kasztelan wiślicki Mikołaj Firlej, kasztelan sanocki Jan Herburt i kasztelan inowłodawski Jan Szymon Szubski.

Na 13 stycznia 1573 roku zwołano sejmiki ziemskie, na których szlachta miała dokonać wyboru przedstawicieli na konwokację – po dwóch senatorów i posłów z każdego województwa. Sam zaś sejm konwokacyjny – zwołano na 20 stycznia do Warszawy. Był to niewątpliwy sukces stronnictwa prymasa. Warszawa bowiem, tak jak i całe Mazowsze, pozostawało silnie katolicką dzielnicą Rzeczypospolitej. Zjazd w Kaskach unormował sytuację w kraju. Zebrani rozjechali się do swoich ziemi w nadziei na szybki rozwój sytuacji.


Nowy król


Kolejnym problemem przed którym stanęła szlachta był wybór nowego monarchy. Rzeczypospolita w XVI wieku była krajem silnym, z gospodarką przynoszącą dochody. Nie można się więc dziwić, że kandydatów znalazło się wielu.

Najpoważniejszym z nich był syn cesarza Maxymiliana II Habsburga – Ernest. Kandydatura ta była popierana przez senatorów katolickich i świeckich. Widzieli oni w Habsburgach dynastię katolicką, prowadzącą politykę pokoju augsburskiego, zdolną do podporządkowania sobie protestantów. Polityka Zygmunta Augusta złagodziła stosunki Polski z krajami Habsburgów. Byli oni potencjalnym sojusznikiem w razie konfliktu z Turcją. Nie chciano również dopuścić do ewentualnego zbliżenia z Rosją – co byłoby zagrożeniem dla kraju. Głównym przeciwnikiem Ernesta Habsburga na Polskim tronie była szlachta. Jego rządy oznaczałyby koniec ruchu egzekucyjnego i wprowadzenie absolutyzmu.

Największym zwolennikiem Habsburga był legat papieski Commendone. Kardynał zawarł tajną umowę z marszałkiem wielkim litewski Janem Chodkiewiczem i wojewodą wileńskim Mikołajem Krzysztofem Radziwiłłem. Mieli oni dokonać na Litwie elekcji Habsburga, a Polska postawiona przed faktem dokonanym – zgodziłaby się na jego wybór w Krakowie. Legat podawał tu precedens wyboru Zygmunta Augusta. Sam cesarz jednak nie zgadzał się na taki sposób wyboru go na władcę – nie chciał korony z rąk buntowników7. Wysyłając do Polski swoich posłów – najwyższego burgrabię czeskiego Wilhelma Rosenberga oraz wielkiego kanclerza Królestwa Czeskiego Wratysława Bernszteina – liczył, że przekonają oni szlachtę polską o swobodach jakimi cesarz darzy Czechy. Nigdy jednak nie udało mu się przekonać do siebie ogółu ludności. Obawiano się, że Austria będzie chciała posłużyć się Polską jako tarczą w wojnie z Turcją o Węgry. Zbytnia pewność siebie i brak aktywności w rokowaniach, nie mogły przynieść cesarzowi sukcesu. Tak Chodkiewicz jak i Radziwiłł szybko odstąpili od swojego pomysłu.

Niektórzy spośród litewskich Radziwiłłów wysuwali kandydaturę Iwana IV Groźnego. Sam król Zygmunt prosił w testamencie o wybór „króla z północy” Wydaje się jednak, że miał na myśli któregoś ze szwedzkich książąt, skoligaconych z dynastią Jagiellońską. Dla Litwy jednak, wizja cara na tronie Polskim była dość kusząca. Oznaczałoby to koniec nieustających walk na pograniczu litewsko-rosyjskim. Kandydata tego popierał również Jan Zamoyski.

Niektórzy przewidywali, że Rosja – podobnie jak niegdyś Litwa – ulegnie z biegiem czasu stopniowej polonizacji. Pod wpływem polskiej kultury te dwa różne od siebie organizmy państwowy miałyby mieć szansę na współistnienie –a w przyszłości – na stopienie się w jedno. Wypowiedzi posłów i senatorów litewskich car odbierał jako zdanie całej Rzeczypospolitej. Wystosował więc pismo, w którym wyrażał swoje zniecierpliwienie powolnością, z jaką szlachta polska skalda mu prośbę o objęcie tronu. Domagał się uznania dziedziczności swoich potomków w Polsce i nie przyjmował do wiadomości ewentualnej zmiany wyznania.

Z pośród wielu kontrargumentów można przytoczyć ten chyba najważniejszy – rozsądni podpowiadali, że nie można połączyć dwóch tak różnych nacji, jakimi byli Polacy i Rosjanie. Ci pierwsi, wspólnie zresztą z Litwinami, byli przeniknięci duchem europejskim, związani z zachodem od przeszło pół milenium. Charakter zaś Rosjan, wyrósł na stosunkach z barbarzyńskimi Mongołami, czego przykładem były liczne okrucieństwa jakich dopuszczali się carowie. Nie mogło być więc mowy o rosyjskim carewiczu na polskim tronie.

Przeciwnikiem dla Habsburga mógłby być król szwedzki, Jan III. Jego zwolennikiem był Jan Firlej. W Szwedach widział on sprzymierzeńca do walki z Rosją. Powoływano się również na jego związki rodzinne z wymarłą dynastią Jagiellonów. Główną przeszkodą do obioru Szweda była wiara. Jan III był protestantem, a stronnictwo protestanckie w Polsce było w tym okresie w wyraźnej defensywie.

Znajdowały się również między szlachecką bracią głosy wzywające na tron „rodzimego Piasta”. Szybko jednak znaleźli się ludzie, którzy pomysł ten z miejsca odrzucali lub wręcz wyśmiewali. Część szlachty za warunek objęcia tronu kładła małżeństwo z Anną Jagiellonką – była to w jakiś sposób forma przywiązania nowego monarchy do kraju. Nie znalazł się jednak w Rzeczypospolitej nikt, kto zdołałby udźwignąć w pojedynkę ciężar władzy. Przy spisywaniu ewentualnych kandydatów doszło do kpin, gdyż nie umiano poradzić sobie z ich mnogością. Wydaje się, że kandydatura „Piasta” była bardziej ideą niż rzeczywistym pomysłem. Trzeba dodać – ideą prawdziwie patriotyczną. Niestety, w okresie kiedy większość szlachty szukała sposobu na ograniczenie władzy króla, wybór rodzimego władcy nie mógł znaleźć wielu zwolenników.

Krajem, który od dawna myślał o zdobyciu polskiej korony – byłą Francja. Nad Sekwaną obawiano się przejęcia tronu w Polsce przez Habsburgów. Dlatego już w 1572 roku króla Zygmunta przybył poseł francuski Jean de Balagny. Chciał nakłonić władcę do wydania jego siostry – Anny – za księcia Henryka. Blagny’emu nie udało się jednak dostać przed oblicze monarchy i jego starania nie przyniosły skutku.

Dużo więcej szczęścia miał jego ojciec – biskup Walencji Jean de Montluc. Przybył on do Polski już po śmierci króla i rozpoczął energiczną akcję propagandową. Ród Walezjuszy, dla którego Montluc chciał zdobyć koronę, cieszył się wielką sławą we Francji i w całej Europie. Książę Henryk przedstawiany był jako młody, zdolny i dzielny pretendent do korony. Trzeba podkreślić w tym miejscu niebywałe zdolności biskupa Montluca, którzy umiał świetnie trafić do ogółu szlachty. Nakazywał swoim poddanym przestrzegać postów, aby przypodobać się katolikom. Sam jednak, w rozmowach z protestantami – wykazywał się giętkością poglądów. Mimo iż był biskupem, nie chodził też do kościoła8. Te kroki pozwoliły Montlucowi zjednać sobie poparcie szlachty, tak katolickiej jak i protestanckiej. Jedną z obietnic, które najbardziej działały na wyobraźnię Polaków, była budowa floty, która zdaniem niektórych stanowiła konieczny argument w wojnie z Moskwą. Geniusz walenckiego biskupa najlepiej oddaje fakt, że umiał złagodzić negatywny wpływ „nocy św. Bartłomieja” na wizerunek Henryka, który miał duży udział w rzezi francuskich hugenotów. Zabiegi Montluca znakomicie przedstawił Jean Choisnin w swoich pamiętnikach „O elekcyi Henryka Walezyusza na króla polskiego”.


Konwokacja


7 stycznia 1573 roku w Warszawie zebrała się szlachta z terenu całej Rzeczypospolitej. Zniecierpliwienie dawało się wszystkim we znaki. Posłowie obawiali się senackiego spisku, senatorowie – buntów szlachty. Przedstawiciele Litwy umyślnie spóźnili się z przyjazdem. Chciano w ten sposób zaakcentować, że Litwa jest równoprawnym partnerem w rozmowach, bez którego nie można podjąć wiążących decyzji. Ponadto, nie odbyły się tam sejmiki ziemskie, nie wybrano posłów i senatorów. Dlatego też na konwokację przybył, jako obserwator, kasztelan trocki Ostafiej Wołowicz. Nie przeszkodziło to jednak wyrazić przedstawicielom litewskim swojego sprzeciwu co do oderwania części ich terytorium w 1569 roku. Domagano się zmiany traktatu.

Na początku rozstrzygnięto trwale pozycję interrexa. Miał nim być zawsze arcybiskup Gniezna. On zwoływać miał konwokację i koronować nowego monarchę. Marszałkowi Wielkiemu Koronnemu przypadło w udziale ogłoszenie wyboru króla.

Zatwierdzono też projekt Piotra Zborowskiego, aprobowany przez Jana Zamoyskiego, o wyborze króla na zasadzie elekcji viritim. Było to duże osiągnięcie magnatów, którzy od tej pory starali się podporządkowywać sobie szlachtę poprzez korupcję.

Biskup Karnkowski w swojej mowie podkreślał, że urzędnicy nie służą królowi – ale Rzeczypospolitej. Polacy zaś, korzystając z prawa przyrodzonego, mogą ustalać sobie prawa bez obecności monarchy. Świadczy to o niezwykłej jak na owe czasy w skali europejskiej świadomości politycznej narodu.

Jednym z pierwszych problemów był termin oraz miejsce wyboru nowego monarchy. Protestanci chcieli odwlec datę elekcji. Uważali, że z biegiem czasu obietnice składane przez francuskiego posła okażą się nie do pokrycia. Domagali się również, żeby elekcja odbyła się w Lublinie, gdzie mogli się spodziewać poparcie szlachty innowierczej. Katolicy proponowali natomiast Warszawę. Jak już wspomniałem – był to rejon zamieszkany głównie przez szlachtę katolicką. Dzięki przychylności Piotra Zborowskiego zwyciężyła opcja warszawska. Ustalono termin – 5 kwietnia.

Następnie zajęto się formą elekcji. Wybrano komisję, która miała ułożyć porządek wyborów. Zasiedli w niej biskup Karnkowski, Piotr Zborowski, Jan Tomicki i kasztelan sanocki Jan Herburt. Mieli zająć się również unormowaniem prawa w okresie bezkrólewia.

Komisja ustaliła, że w czasie interrgnum zachowana jest ciągłość prawa. Nie przestawały obowiązywać przepisy i normy panujące w czasie panowania króla. Interregnum nie anulowało długów – płatności należało wypłacać zgodnie z terminem. Każdy szlachcic powinien być gotowy na pospolite ruszenie, w razie jakiegokolwiek zagrożenia bezpieczeństwa państwa.

Specjalnie utworzona Komisja Skarbowa złożona z Podskarbiego i sześciu przedstawicieli parlamentu (3 senatorów i 3 posłów) miała nałożyć podatki potrzebne na opłacenie najemnego wojska. Sejmy ziemskie miały ustalić podatek na zaciągnięcie armii zaciężnej w liczbie 20 tysięcy żołnierzy. Za ściąganie podatków odpowiedzialni byli podskarbi litewski i koronny.

Na samą elekcję każdy poseł musiał stawić się bez zbroi, pancerza, szyszaka, broni zaczepnej – dozwolony był jedynie miecz. Senator mógł zabrać ze sobą 50 osób służby, urzędnik ziemski – 30, szlachcic – 20. Marszałek mógł przybyć ze stuosobową załogą, wojewodowie – 10 osobową. Wśród sprowadzonych załóg nie mogło być żołnierzy zagranicznych.

Władzę zwierzchnią nad zebranymi sprawowali marszałkowie. Panowie z okolicznych miast i wiosek winni byli udostępnić dla przybyłych miejsce noclegu, żywność i zaspokoić wszelkie potrzeby posłów. Szczególnie zadbano o bezpieczeństwo zebranych. Kto wyciągnąłby miecz w gniewie – miał stracić rękę. Zranienie posła karane było śmiercią9.

W dniu rozpoczynającym obrady miało odprawić się nabożeństwo. Następnie, aby uniknąć zamieszania, szlachta miała ustawić się na polu obrad według województw. Z senatu i sejmu wybierano przedstawicieli – z każdego województwa, którzy mieli wysłuchać zagranicznych posłów.

Następnie przedstawiciele wracali do swoich województw aby przedstawić zdać relację. W tym momencie każdy z zebranych mógł przedstawić nowego kandydata. Zalecano jednak, aby liczba zgłoszonych kandydatów była jak najmniejsza. Następowało głosowanie, które miało ograniczyć ich liczbę do maksymalnie trzech.

Następnie – głosowano kolejny raz. Gdyby jednak na drodze głosowania nie udało się wybrać nowego władcy, powoływano komisję złożoną z senatorów i posłów. Ona miała zadecydować wspólnie o wyborze. Gdyby i jej nie powiodło się, nowego króla miał wybrać los. Droga losowania była wbrew pozorom uważana za jedną z najbardziej sprawiedliwych. Poza tym, lepiej by o wyborze zadecydował ślepy los, niż konflikt zbrojny.

Ustalenie daty, miejsca i formy elekcji było niezwykle ważnym wydarzeniem, precedensem na skalę krajową. Oprócz tych ważkich decyzji, pamiętać musimy jednak o jeszcze jednej uchwale, która miała normować stosunki religijne w państwie.


Wolność dla innowierców


Z inicjatywy Jana Firleja posłowie zawiązali konfederację, która do historii przeszła pod nazwą konfederacji warszawskiej. Komisja pod przewodnictwem biskupa Stanisława Karnkowskiego ustaliła zasady pokoju religijnego w kraju. Wprowadzała ona „wieczysty pokój między wszystkimi religiami i wyznaniami”. Szlachta, dworzanie i mieszkańcy miast zobowiązywali się nie wywoływać wojen ani zamieszek z powodów religijnych. Trzeba zauważyć, że konfederacja nie obejmowała chłopstwa. Dawała ona szlachcie prawo: cuius regio, eius religio. Ustawa została przyjęta przez większość sejmową. Jednym z warunków objęcia tronu przez nowego króla było zaprzysiężenie postanowień konfederatów. Akt przysięgi brzmiał: „Przysięgam, że będę bronił i przestrzegał pokoju wśród dysydentów i w żadnym wypadku nie dopuszczę, by z powodu religii ktokolwiek był uciskany zarówno przez urzędników państwowych, jak i przez nas". Był to pierwszy w Europie tak szeroki akt tolerancji dla wyznawców innych religii.

Niestety – katolickie stronnictwo odrzuciło te ustawy. Prymas Uchański zwlekał z jej podpisaniem – prosił o czas do namysłu. Inni biskupi, podobnie jak szlachta mazurska, nie zgodzili się na jej podpisanie. Uczynił to jedynie biskup krakowski Franciszek Krasiński. Chciał w ten sposób zyskać sobie przychylność protestanckiej szlachty małopolskiej.



Wydarzenia z lat 1572-73 wstrząsnęły Rzeczypospolitą. Nigdy wcześniej sytuacja polityczna nie wymagała od szlachty takiej odpowiedzialności. Mimo początkowych trudności udało się posłom i senatorom dojść do wspólnych rozwiązań. Okres bezkrólewia, który w innych krajach często był czasem zamieszek - w Polsce okazał się świetną okazją do reform prawnych. Polacy udowodnili, że wspólnie są w stanie udźwignąć ciężar rządzenia krajem.

Michał Rukat



Bibliografia:


Źródła

O elekcyi Henryka Walezyusza na króla Polskiego pamiętniki” Choisnin Jean

Bezkrólewia ksiąg ośmioro” Świętosław z Borzejowic Orzelski

Kronika wszystkiego świata” Marcin Bielski


Opracowania

Bezkrólewie po śmierci Zygmunta Augusta i elekcja Henryka Walezego” Piliński Tadeusz

Historia Polski 1492 – 1795” Markiewicz Mariusz

O polski tron” Marek Borucki

Pierwsze bezkrólewie” Sucheni-Grabowska Anna

Wielkie bezkrólewie” Plaza Stanisław


Źródła internetowe:


http://histmag.org/?magazyn=6&id=1082


http://www.loilza.pl/modules.php?op=modload&name=News&file=article&sid=19&mode=thread&order=0&thold=0


1 Marcin Bielski „Kronika wszystkiego świata

2 Marcin Bielski „Kronika wszystkiego świata

3 Świętosław z Borzejowic Orzelski „Bezkrólewia ksiąg ośmioro

4 Tadeusz Piliński „Bezkrólewie po Zygmuncie Auguście i elekcja Króla Henryka

5 Świętosław z Borzejowic Orzelski „Bezkrólewia ksiąg ośmioro

6 Tadeusz Piliński „Bezkrólewie po Zygmuncie Auguście i elekcja Króla Henryka


7 Tadeusz Piliński „Bezkrólewie po Zygmuncie Auguście i elekcja Króla Henryka


8 Świętosław z Borzejowic Orzelski „Bezkrólewia ksiąg ośmioro


9 Świętosław z Borzejowic Orzelski „Bezkrólewia ksiąg ośmioro


Czytaj dalej...

23.02.2009

W zaciszu laboratorium Tesli




Nazwisko tego badacza nieczęsto gości na łamach czasopism poruszających tematykę historii nauki, a to za sprawą niezwykłej ilości mitów i niejasności, jakie narosły w związku z jego życiem i pracą naukowo -konstruktorską. Ostracyzm środowiska badaczy, z jakim spotkał się jeszcze za życia, przetrwał do dziś i uniemożliwia przyznanie mu zasłużonego miejsca w dziejach wielkich przemian w nauce i technice przełomu XIX i XX wieku. Dlatego zachęcam do zapoznania się z tą – wprawdzie przyczynkarską – ale przekrojową biografią sławnego Serba.





Nikola Tesla urodził się o północy między dziewiątym a dziesiątym lipca 1856 r. w wiosce Smiljan, prowincji Lika, na terenie Cesarstwa Austriackiego. Zamieszkiwał niedaleko cerkwi, której popem był jego ojciec wielebny Milutin Tesla, piszący czasem artykuły pod pseudonimem "Człowiek Sprawiedliwości". Wyjątkowo bogata tradycja regionu wyróżniała go w Serbii, jednak możliwości kariery były ograniczone wyłącznie do służby w armii, na farmie bądź w duchowieństwie. Rodzina Tesli pochodziła z zachodniej części kraju, zaś jej członkowie od zawsze wstępowali do wojska lub Kościoła. Nie inaczej było z Milutinem, który po ucieczce ze szkoły oficerskiej postanowił związać się z Kościołem. Takiego też losu spodziewał się dla swojej rodziny: dwóch synów Daniela i Nikoli oraz trzech córek Milki, Angeliny i Mariki zamierzając wydać je za kapłanów. Matka, Duka Mandić, nie odebrała formalnego wykształcenia, jednak znana była ze swojej fotograficznej pamięci i umiejętności recytowania w całości znanych, europejskich klasyków poezji. Nikola wspominał, że właśnie po niej odziedziczył doskonałą pamięć oraz zamiłowanie do poezji, którą nota bene sam pisywał, choć jedynie "do szuflady", uważając ją za zbyt osobistą. Okres dzieciństwa zapowiadał późniejszą karierę Tesli - w wieku kilku lat skonstruował prototyp koła wodnego bez łopatek, wynalazku innego niż miejscowe, który prawdopodobnie znalazł rozwinięcie w przyszłej turbinie adhezyjnej. Nie wszystkie pomysły młodego konstruktora były wszakże genialne, jak na przykład silnik napędzany szesnastoma żukami, albo pierwsze próby rozmontowywania zegarków dziadka, nie doprowadziły do spektakularnych sukcesów. Podczas uroczystości oddania do użytku nowego sprzętu przeciwpożarowego, po przemowach i paradach miało dojść do pokazu działania pompy, lecz nie wydobyła się z niej ani jedna kropla wody. Ku wielkiej aprobacie ojców wioski Nikola odnalazł problem w postaci zapadniętego węża w rzece i natychmiast naprawił usterkę. Jak sam wspomina, uznano go wtedy bohaterem dnia. Mimo idyllicznego życia, jakie zapewnili mu rodzice, Tesla narażał życie wielokrotnie: lekarze trzy razy nie dawali mu szansy po podtopieniach, niemal ugotowaniu żywcem w kadzi gorącego mleka, niedoszłym skremowaniu, pochowaniu żywcem w starej kaplicy i walkach psów. Wielki wpływ na jego stan psychiczny wywarła tragedia brata, który zginął w niewyjaśnionych okolicznościach; Tesla w swojej autobiografii podaje, że Daniel zmarł z powodu ran zadanych przez oszalałego konia, jednak inne źródła sugerują, iż mógł on spaść ze schodów w delirium, rzekomo w obecności Nikoli. Nie podlega wątpliwości jedynie fakt, iż Tesla całe życie cierpiał na koszmary i halucynacje ze względu na to traumatyczne wydarzenie, być może przyczyniło się ono do wytworzenia u niego szeregu dziwnych fobii, np. awersji do damskich kolczyków, odrazy do dotykania ludzkich włosów, liczenia kroków podczas chodzenia czy wręcz przeliczania objętości talerzy zupy i innych posiłków. Charakter przyszłego wynalazcy zaczął się zmieniać, stał się bardzo wytrwały w nauce, odmawiał sobie naturalnych odruchów, zaczął bardzo wiele czytać, czasem przez całe noce.


W wieku sześciu lat Tesla przenieśli się do Gospic, gdzie Nikola zaczął uczęszczać do lokalnej szkoły i szybko wyróżnił się w nauce języków: angielskiego, niemieckiego, francuskiego, włoskiego a także różnych słowiańskich dialektów, ale przede wszystkim matematyki. Czasem nie znajdował zrozumienia wśród innych pracując nad jakimś problemem, gdy polegał na „holograficznej” wyobraźni, a wymagane było wyrysowanie wykresu, czy też przeprowadzenie dowodu - Tesla myślał intuicyjnie, jedynie w głowie później projektował swoje wynalazki. Podczas nauki spotkał się z wieloma wynalazkami, m.in. z zakresu hydrodynamiki, przeczytał pierwszy raz o Wodospadzie Niagara - wtedy zrodziło się w jego umyśle pragnienie zaprzęgnięcia go do wielkiej wodnej turbiny. Cierpiał jednak na liczne dolegliwości, których nie udało się powiązać z konkretnymi chorobami. Kontynuował naukę w liceum w Karlstadt, zapadł tam na malarię, a po powrocie do domu na cholerę, która ogarnęła cały rejon. Młody Tesla miał odbyć służbę wojskową, ojciec nalegał jednak by spędził rok mieszkając, czy też obozując w górach ku polepszeniu zdrowia. Po tym okresie przerwy (bynajmniej nie bezproduktywnym intelektualnie) Nikola wstąpił w 1875 r. do Austriackiej Politechniki w Graz, gdzie studiował głównie fizykę, matematykę i mechanikę, czasem poświęcając im nawet dwadzieścia godzin dziennie. Elektryką zainteresował go profesor Poeschl. Niestety, problemem stało się znalezienie funduszy na studiowanie. Nikola starał się temu zaradzić przez hazard, co oczywiście doprowadziło do przedwczesnego zakończenia studiów. Po nieudanych próbach znalezienia zatrudnienia, w 1879 r. powrócił do domu. Pieniądze zorganizowane przez matkę pozwoliły mu kontynuować naukę w Pradze, choć nie było to formalne studiowanie - Tesla uczył się w znacznej mierze sam. W 1881 r. zatrudnił się w Centralnym Urzędzie Telegraficznym Budapesztu, w tym czasie przeżywał dziwny stan wyostrzenia zmysłów, który lekarze z braku lepszego określenia nazwali załamaniem nerwowym. Wtedy zdarzyło się coś, co miało niebagatelny wpływ na jego dalszą karierę - spacerował przy zachodzie słońca i recytując fragment Fausta Johanna Wolfganga von Goethego w nagłym przypływie olśnienia wpadł na pomysł wykorzystania obracającego się pola magnetycznego do budowy silnika prądu zmiennego. W zasadzie był to cały system generowania, przenoszenia i niwelowania prądu elektrycznego.

Przed młodym konstruktorem roztoczyła się wizja światowej sławy i końca problemów finansowych, nie miał teraz jednak ani czasu, ani pieniędzy by zrealizować swój projekt, tak już wyraźnie uformowany w wyobraźni. W 1882 r. przeniósł się do Paryża, gdzie podjął pracę w pomocniczych zakładach telefonicznych Thomasa Alvy Edisona. Spędził tam dwa lata spełniając funkcję likwidatora usterek, jednak praca go rozczarowała. Nikt poza nim nie mógł dostrzec oczywistych jego zdaniem wad tak cenionego przez Edisona prądu stałego, nikt nie docenił też jego nowo skonstruowanego silnika elektrycznego. Nikola dostał w zamian solidne rekomendacje i mógł w 1884 r. udać się do Stanów Zjednoczonych by podjąć współpracę z Continental Edison Company.


Nowy rozdział w życiu Nikoli Tesli rozpoczął się wraz z przybyciem do Nowego Yorku w czerwcu tego roku. Już podczas drogi od nabrzeża portowego do urzędu Edisona zarobił 20 dolarów oferując pomoc w naprawie maszyny pewnemu rozdrażnionemu sklepikarzowi. Edison, któremu wyraźnie zaimponował talent młodego pracownika, bez zwłoki powierzył Nikoli pracę przy korekcji oświetlenia okrętu S.S. Oregon, którą ten ukończył następnego dnia rano. Coraz większy prestiż pozwolił mu później bez ograniczeń korzystać z warsztatu Edisona. Wkrótce okazało się, że współpraca tych dwóch wielkich ludzi nie będzie układała się bez problemu ze względu na różnice zarówno osobowości jak i metod naukowych. Edison był zdecydowanym praktykiem, nie tolerował zmysłu teoretycznego Tesli, uważał go również za "jajogłowego", nie mógł też przekonać się do jego koncepcji prądu przemiennego (istnieje hipoteza, iż nie chciał prądu zmiennego przez niezrozumienie rachunku liczb zespolonych koniecznych do obliczeń z tym prądem). Pierwsze konflikty związane były z pomysłem Tesli na udoskonalenie dynama elektrycznego projektu jego pracodawcy, które było mało wydajne i zgodził się je zaprojektować jeszcze raz za 50,000 dolarów. Po niemal roku pracy Tesla przyszedł do niego z rezultatami, jednak srodze się zawiódł słysząc, że chyba nie zrozumiał amerykańskiego poczucia humoru, którym posłużył się jego pracodawca. Nie był to bynajmniej pojedynczy konflikt między dwoma uczonymi, wkrótce okazało się, że dalsza współpraca jest niemożliwa. Na szczęście dla Serbskiego wynalazcy, jego wschodząca sława obiegła już Amerykę i ściągnęła do Nowego Yorku kilku zainteresowanych finansistów. Zaproponowali oni spółkę pod jego nazwiskiem, na co szybko przystał. Tesla sądził, że umożliwi mu to zaprezentowanie swojego odkrycia prądu zmiennego szerokiemu światu i uwolnienia ludzkości od wielu problemów. Istniał jednak szeroki rynek na lampy łukowe do oświetlania ulic i hal, więc górnolotne pomysły musiały poczekać. The Tesla Electric Light Company z siedzibą w New Jersey i biurem w Nowym Jorku zajęło się projektowaniem oszczędniejszych i bezpieczniejszych lamp aż do momentu, kiedy Nikola spostrzegł, że ma niewielki udział w firmie, nie miał też perspektywy rozwoju swoich ambicji. Postanowił odejść w 1886 r. i przez kolejny rok nie gardził żadną pracą, chcąc jedynie jakoś przetrwać.


W 1887 r. zainteresował się Teslą właściciel Western Union Telegraph Company - A.K. Brown widząc potencjał (sic!) w prądzie przemiennym. Doprowadził on do sformowania Tesla Electric Company, wkrótce serbski naukowiec mógł cieszyć się swoim pierwszym patentem związanym z technologią prądu przemiennego. Sercem systemu był niewiarygodnie prosty silnik indukcyjny, z małą ilością ruchomych części, w którym niewiele rzeczy mogło ulec uszkodzeniu. Tesla szybko awansował społecznie, zgodził się pracować za 2 tys. dolarów miesięcznie dla Westinghouse przy wprowadzaniu jego jednofazowego systemu dynam prądu przemiennego, systemu, który pozwolił by transportować energię elektryczną na duże dystanse bez wielkich strat jak w wypadku prądu stałego. Rozpoczęła się jednocześnie tzw. wojna prądów1, bowiem gorącym zwolennikiem tego rodzaju energii elektrycznej był Thomas Alva Edison, skorzystał on wręcz z machiny propagandowej, by przedstawić prąd przemienny jako skrajnie niebezpieczny dla ludzkiego zdrowia. Działania amerykańskiego wynalazcy były zaskakujące; w pobliżu jego zakładów zaczęły znikać zwierzęta domowe - okazało się, że Edison płacił miejscowym chłopcom dwadzieścia pięć centów za złapanie psa lub kota, które wykorzystywał później do okrutnych eksperymentów z wysokimi napięciami prądu o zmiennym natężeniu. Robił to rzekomo by ostrzec opinię publiczną przed zagrożeniami wynalazku Tesli, a jego motywem było wygrać dla swojej firmy przetarg na ujarzmienie Wodospadu Niagara. Posunął się nawet dalej; wraz ze swoim współpracownikiem Brownem organizował objazdowe przedstawienia, na których zabijał prądem nawet cielaki i duże psy mówiąc, że je "zWestinghausował".2 Udało mu się nawet porozumieć z władzami więzienia Sing Sing i wkrótce dokonano pierwszej (nieudanej ze względu na małe napięcie) egzekucji za pomocą prądu przemiennego na skazanym za morderstwo Williamie Kemmlerze. Mimo wszystko autorytet Tesli nie uległ zachwianiu, dostał w 1891 r. amerykańskie obywatelstwo. Dwa lata później, wojna prądów była już zakończona, zaś system Tesli posłużył do zapewnienia zasilania wielkiej Chicago World's Fair, pierwszej wystawy oświetlonej elektrycznie. Najważniejsze jednak, iż Niagara Falls Comission orzekło o zwycięstwie jego firmy w wyścigu o budowę elektrowni wodnej na Wodospadzie Niagary. Ukończona w 1895 r. gotowa była produkować 15 tys. koni mechanicznych mocy. Przy znakomitej prasie rozpoczęła się elektryfikacja Stanów Zjednoczonych, oczywiście w oparciu o technologię prądu przemiennego.

To były z pewnością najproduktywniejsze lata Tesli, mógł bez przeszkód oddawać się swojej pracy w laboratorium stając się jednocześnie jednym z najbardziej podziwianych naukowców na świecie. W zaskakująco prosty sposób tworzył wynalazki znajdujące się dziś już w powszechnym użyciu, jednak nie patentował ich. W ten sposób powstała pierwsza świetlówka, gdy Nikola spostrzegł, że rozrzedzony gaz poddany prądowi o dużej częstotliwości wykazuje silne właściwości przewodzące; taką nieustannie świecącą lampę można było przemieszczać po całym warsztacie. Pojawiły się w tym czasie pierwsze pomysły zbudowania maszyny nie wymagającej kabli do zasilania, wkrótce zaczął zastanawiać się nad możliwością uzyskania energii w każdym miejscu na Ziemi, co miało się stać niemal jego obsesją w późniejszych latach życia. Tymczasem dokonał kilku znaczących osiągnięć - umieściwszy na końcu kabla z prądem o wysokiej częstotliwości kulę z twardego materiału (najlepszy okazał się węgiel) i następnie odsuwając ją od źródła napięcia mógł wyprodukować łuk elektryczny przeskakujący miliony razy na sekundę, który mógł ewaporować lub stopić niemal każdą substancję. Dodatkowo zjawisku (przy tym samym prądzie) towarzyszył blask światła, około dwudziestokrotnie silniejszy od lampy Edisona - tak narodziła się carbon button lamp, rodzaj lamy łukowej3. Przy okazji tego odkrycia Tesla teoretyzował o możliwości istnienia promieniowania kosmicznego, wówczas jeszcze nie znanego zjawiska. Być może to promieniowanie - cząsteczkowe, jak sądził - może zostać wykorzystane do budowy mikroskopu, który dziś nazwali byśmy elektronowym. W optycznym wielkość przybliżenia kończy się wraz z długością fali światła, zaś wystrzeliwując cząsteczki (elektrony)4 w punkt o wysokim potencjale możemy zobaczyć jego powiększenie odbicie na sferycznej powierzchni, znosi to ograniczenia konwencjonalnej optyki. Na wcielenie tej koncepcji w życie należało poczekać jeszcze do 1934 r. Być może najważniejszym odkryciem w tym okresie życia serbskiego badacza była cewka Tesli, urządzenie szybko upowszechnione w tej czy innej formie w każdym odbiorniku telewizyjnym i radiowym, a także w laboratoriach elektrycznych. Cewka składała się z dwóch obwodów - pierwotnego i wtórnego, które rezonowały zamieniając prąd niskiego napięcia i wysokiego natężenia w energię elektryczną wielkiej częstotliwości, wysokiego napięcia i małego natężenia. Co warto zauważyć - produkując przy okazji nawet kilkumetrowe iskry elektryczne przy potężnym huku. W zasadzie niemożliwym jest podążyć za wszystkimi projektami, nad którymi jednocześnie pracował Tesla, odkrył w tym czasie lecznicze właściwości prądu przyłożonego do ludzkiego ciała (bynajmniej nie osławione w psychiatrii elektrowstrząsy), tzw. shadowgraph5 będący wstępem do odkrycia promieni Roentgena, a także jeden bardzo istotny wynalazek, o którym za chwilę będzie mowa.


Tymczasem Tesla przeżywał kolejne załamanie nerwowe spowodowane najprawdopodobniej przepracowaniem. Postanowił nie zasięgać rady lekarzy, dopatrując się przyczyny we własnych wspomnieniach i stanie emocjonalnym. Dręczyła go częściowa amnezja i bezustannie powracające wspomnienia o matce, wkrótce miało się okazać, że jego obawy o jej zdrowie nie były bezpodstawne, bowiem listy z ojczyzny ujawniły jej rzeczywiście pogarszający stan. Autobiografia tego badacza sugeruje, że niejako podświadomie wyczuł on na odległość chorobę matki, Tesla jednak spisał dzieje swojego życia już po fakcie w 1919 r., zatem zanim wysuniemy kolejną „fantastyczną” teorię o życiu Tesli, lepiej przyjąć, że autor zinterpretował swoje wspomnienia ex post, kiedy już wiedział o chorobie matki.

Niemniej znani badacze jak Lord Rayleigh czy Sir William Crookes zaniepokojeni byli stanem spiritus movens Westinghouse, sugerowali by skupił się on na jakiejś określonej dziedzinie wiedzy i ją konsekwentnie rozwijał. Był pogrążony w chorobie przez kilka tygodni po śmierci matki, tym razem już fizycznie. Po wyzdrowieniu odwiedził ojczyznę; Belgrad, Zagrzeb, Budapeszt, gdzie przyjęto go ciepło jako rodzimego naukowca o wielkiej sławie. W połowie 1892 r. powrócił do Nowego Jorku, gdzie na lata przed odkryciem Guglielmo Macaroniego rozpoczął prace nad możliwością wysyłania informacji drogą radiową.

Tesla użył aparatury nadawczo-odbiorczej z anteną, uziemieniem, 5-kilowatowym nadajnikiem iskrowym i rurki Geisslera do odbierania wiadomości podczas historycznego pokazu w St. Louis. Chociaż nadajnik iskrowy okazał się mało wydajny poprzez możliwość zanieczyszczenia elektrod i został zamieniony przez E. H. Armstronga na dużo lepszy system, postęp Tesli w rozwoju radia nie ulegał wątpliwości. Ku jego rozczarowaniu Urząd Patentowy uznał pierwszeństwo w odkryciu wynalazku Macaroniemu - gdy w 1896 r. przybył on do Londynu na prezentację, miał ze sobą bliźniaczo podobną aparaturę do opisanej w 1893 r. przez Teslę. Młody Macaroni zaprzeczał, iż kiedykolwiek czytał ten artykuł czym zapewnił swojej sprawie pozytywne stanowisko urzędników. Nota bene Tesla bardzo często zaniedbywał kwestię należytej ochrony własnych wynalazków wskutek czego utracił wiele patentów.


Pomimo trudności z ekonomicznym wykorzystaniem wynalazków Nikola Tesla cieszył się znacznym szacunkiem w wyższych sferach Nowego Jorku, należał do sławnej „400 McAllistera” gromadzącej ludzi o wysokiej pozycji społecznej i finansowej. Potrafił odpowiednio traktować dziennikarzy i literatów dając im czego oczekiwała opinia publiczna, najprawdopodobniej tym zyskał sobie naukowy autorytet publikując wiele artykułów w czasopismach specjalistycznych. Jak udowadniają artykuły w gazetach, (Manufacturer and Builder)6 zainteresowanie tym, co akurat opublikował było znaczne. Pan Camden pytał na łamach tej gazety o lampy węglowe, o których wyczytał w pracy Tesli. Znamy też nie tylko naukowe publikacje Tesli, w The Century7 możemy znaleźć jego tłumaczenie poezji serbskiego pisarza, mamy też jego biografię.8

Dziennikarze chętnie opisywali jego wygląd zewnętrzny: Tesla był wysoki na ponad 190 cm, z długimi i dużymi rękami, jego ruchy były zdecydowane i sprawiały wrażenie wielkiej siły. Chociaż nie ważył wiele, postura nie pozwalała na ignorowanie go. Owalna, raczej słowiańska twarz z błękitnymi oczami zdradzała wielką inteligencję, ponadto sam sposób bycia sprawiał, że ludzie słuchali, gdy mówił. Często zdradzał zaciekawienie, a ponad wszystko zdecydowanie i siłę osobowości. Mówił biegle w ośmiu językach, po angielsku z doskonałym akcentem człowieka wykształconego. Ubierał się nienagannie; czarny, drogi płaszcz, koszula ze sztywnym, białym kołnierzem, zaś dodatki takie jak rękawiczki wyrzucał zaledwie po kilku użyciach. Nigdy nie używał biżuterii żadnego rodzaju, oczywiście w związku z osobistymi fobiami jeszcze z dzieciństwa. Warto wspomnieć również o jego życiu prywatnym; wymieniał osobiste listy i spotykał z Kahariną Johnson, choć jeśli na ich podstawie można stwierdzić jakąś większą zażyłość, to jedynie z jej strony. Tesla nie chciał angażować się w związek zdając sobie sprawę z uczucia, jakim darzył Katharinę jego przyjaciel, Robert. Podobny stosunek miał do religii, uważając ją za rzecz dobrą, ale dla innych. W najgorszych latach, gdy jego stan emocjonalny i finansowy był słaby, zainteresował się jednak Buddyzmem i Chrześcijaństwem głębiej, określając te dwie religie jako mające odegrać w przyszłości ważną rolę. Zaprzyjaźnił się z Markiem Twainem, który spędzał wiele czasu w jego laboratorium, tutaj widoczny na zdjęciu.


Katastrofa, która spotkała laboratorium Nikoli 13 maja 1895 r. może być porównywalna tylko z wielkim pożarem pracowni Heweliusza. Tesla nie miał wykupionego ubezpieczenia na żadne z urządzeń, które spłonęły tego ranka. Naraziło go to na milionowe straty, a by znów móc prowadzić działalność badawczą musiał zainwestować wszystkie oszczędności w odbudowę laboratorium, ale bez pomocy finansisty z International Niagara Comission Edwarda Deana Adamsa jego kariera mogła się szybko zakończyć. Kolejnym wyzwaniem było ujarzmienie promieni X; świat naukowy był tym czasie zafascynowany odkryciem Röntgena. Zarówno Edison jak i Tesla prowadzili badania z prześwietlaniem różnych przedmiotów promieniami rentgenowskimi, obaj nie chcieli wierzyć w ich potencjalnie szkodliwe działanie. Jakkolwiek Edisonem powodowała chęć praktycznego wykorzystania nowej technologii (najlepiej, by przy okazji znaleźć dla niej komercyjne zastosowanie) to Nikola kierował się raczej właściwą jego charakterowi naukową ciekawością. Wykonując serię długo czasowych naświetleń badacze narazili się na dolegliwości towarzyszące promieniowaniu; Edison uszkodził swój wzrok, jego asystent zapadł wkrótce na raka skóry a Tesla w 1897 r. opisywał na własnym ciele efekty poparzeń i choroby popromiennej.

Konstrukcja większych cewek doprowadziła Teslę do interesujących wniosków - właściwości przewodzące powietrza są dużo większe niż ktokolwiek by się spodziewał. Jeśli użyć wielkich napięć, można transportować energię na wielką odległość przez wyższe rejony atmosfery, bowiem tam ciśnienie jest mniejsze i tym samym wzrasta możliwość przewodzenia. Nikola sugerował wręcz, że za pomocą odpowiedniej cewki można wysłać wiadomość nawet na Marsa, obawiał się jednak - za Crookesem - że może przy tym dojść do zapłonu atmosfery. Problem polegał na tym, że Tesla nie rozumiał złożonej zależności wiatru słonecznego i ziemskiego pola magnetycznego, to właśnie ono tworzy jonosferę, będącą doskonałym przewodnikiem.

Użycie cewek indukcyjnych pozwoliło przy okazji dawać niesamowite pokazy publiczności, gdy aparatura Serba wytwarzała imponujące 8 mln woltowe błyskawice. Sam również wystawiał się na działanie oscylatora przepuszczając wielkie impulsy elektryczne przez własne ciało. Dopóki schodziły one po skórze do ziemi, nie sięgając do zakończeń nerwowych, był bezpieczny, krytycy zarzucali mu jednak, że zbyt lubuje się w takich "magicznych" pokazach. Tesla zainteresowany był też pracami nad innymi wynalazkami; motyw towarzyszący mu w od początku 1898 r. był jednak nie tylko naukowy. Wraz z Thomasem Edisonem stanął do wyścigu o to, kto bardziej zadziwi opinię publiczną spektakularnymi odkryciami i wynalazkami. Jak czytamy w Manufacturer and Builder9 Tesla opowiada, jak miał zamiar wyprodukować sztuczne promienie słoneczne za pomocą oscylującego prądu, bądź też ujarzmić naturalne, do bezpośredniej produkcji pary w ponoć zupełnie prosty sposób. Pracował też nad nową aparaturą fotograficzną, ale najbardziej "elektryzowały" niewtajemniczonych projekty zdalnie sterowanych pojazdów, łodzi i samolotów. Tym razem badacz zadbał o prawa patentowe [613,809] mając na uwadze prawdopodobne zyski z kontraktu dla armii. Następnym krokiem było umieszczenie przyrządów sterujących w samym pojeździe i wyposażenie go w własne czujniki a następnie "puszczenie wolno" - w ten sposób powstała by autonomiczna maszyna - robot. [patenty 723.188, 723.189]


Colorado Springs, to miejsce kojarzy się nierozerwalnie z osobą Nikoli Tesli. Dzięki zorganizowaniu terenu i intratnego podłączenia do miejskiej elektrowni możliwym stało się w 1899 r. wybudowanie stacji badawczej wraz z aparaturą nadawczą o (teoretycznie) światowym zasięgu. Sercem systemu była największa jak do tej pory, 12 mln woltowa cewka produkująca błyskawice o długości 135 stóp [ok. 48 m - autor]. Budowa utrzymana była w sekrecie (na ile to było to możliwe w małej społeczności Colorado Springs, do której przybył znany konstruktor by prowadzić swoje tajemnicze eksperymenty). Kompleks ogrodzono wysokim płotem z napisem "GREAT DANGER", po ukończeniu prac dołączył do niego cytat z Boskiej Komedii Dantego "Abandon hope all ye who enter here". Tesla przygotowując się do uruchomienia cewki nie polegał już tylko na własnej pamięci, zaczął sporządzać notatki, być może nie miał już takiego zaufania dla swojego umysłu. Eksperymenty z gigantyczną cewką ściągnęły zarówno zainteresowanie miejscowych i prasy; obserwatorzy zapewniają, że w promieniu kilkudziesięciu metrów od pracującej cewki można było zaobserwować przeskakujące na metalowych przedmiotach iskry. 3 lipca 1899 r. był dniem kluczowego eksperymentu w Colorado Springs, nie jest całkowicie pewne co miał na myśli Tesla mówiąc o wytworzeniu fal stałych, jednak w próbie miała być użyta ilość mocy bez precedensu. Setki błyskawic pojawiły się na szczycie cewki, grzmoty miały być słyszalne 15 mil [ok. 24 km - autor] dalej, w Cripple Creek. Spalił się jednak generator w elektrowni Colorado Springs pogrążając całe miasto w ciemności. Niestety nie zachowało się wiele informacji z poczynań Nikoli Tesli w stacji badawczej, nie można więc z całą pewnością czego dotyczyły badania w tym czasie.


W 1900 r. Tesla zamknął laboratorium i powrócił do Nowego Jorku z informacją, że odebrał sygnały od inteligentnych istot z innej planety. Nie trzeba wspominać jakie kontrowersje wzbudziła ta wiadomość, była też prawdopodobnie początkiem końca kariery Tesli w środowisku naukowym. Projekt, który realizował przez kolejny rok przy finansowym współudziale J. Piermont Morgana to urządzenie nadawcze mające objąć cały świat. Na Long Island, w miejscu nazwanym przez badacza Wardenclyffe powstawał obiekt mający znaleźć komercyjne zastosowanie, jednak nieoczekiwane problemy z zatrudnieniem i wycofanie kapitału Morgana zakończyły prace. Po porażce projektu autorytet Tesli znalazł się pod atakiem innych badaczy - uważano go za marzyciela i niepraktycznego wizjonera, on sam nie poprzestał mimo tego swojej działalności. W 1906 r. opracował plan nowej turbiny, która miała rzekomo pozwolić liniowcowi pokonać Atlantyk w trzy dni, zabrakło jednak funduszy na wdrożenie pomysłu w życie.


W końcowym okresie życia Nikola Tesla coraz bardziej wycofywał się z życia publicznego. 1915 r. doszły do niego plotki mówiące, że on i Edison mieli otrzymać nagrodę Nobla, niestety w ostatniej chwili komitet noblowski zmienił zdanie przekazując ją komu innemu. Rozczarowanie jedynie częściowo złagodził fakt przyznania w 1917 r. nagrody Medalu Edisona. W rzeczywistości Tesla nie chciał przyjąć tej nagrody, wszak niejednokrotnie rywalizował z tym człowiekiem, wręcz prowadził z nim wojnę. Po wielu prośbach dał się przekonać do tego i odebrał odznaczenie od American Institute of Electrical Engineers. Następne lata upłynęły pod znakiem coraz większej izolacji i rosnących objawów fobii, niemniej cały czas był człowiekiem dystyngowanym, może w staromodnym, ale nienagannym ubiorze. Jego codzienna aktywność polegała na dotarciu z hotelu do małego biura, w którym otwierał pocztę, odpisywał na listy i rysował schematy kolejnych wynalazków do opatentowania. Nikola tracił jednak kontakt z rzeczywistością zajmując się głównie pogonią za ideami, we znaki dały się też trudności finansowe, jako, że nigdy nie zarobił fortuny na swoich wynalazkach, nie ulokował oszczędności i musiał oszczędzać wydatki. Od ubóstwa chroniło go jedynie skromne honorarium w wysokości 7 tys. dolarów z nowo sformowanego w 1935 r. Tesla Institute w Belgradzie. I Wojna Światowa dała mu się we znaki przez osłabienie międzynarodowej gospodarki, w konsekwencji nie mógł znaleźć nabywcy dla swojego projektu prędkościomierza i silnika do małego samolotu. Wykazywał duże zainteresowanie ekologią, chcąc ujarzmić ciepło wnętrza planety za pomocą elektrowni geotermalnej. Miał też pewną tajemnicę: co noc około północy wychodził samotnie na spacer z torbą nasion dla ptaków i karmił gołębie nieopodal Biblioteki Publicznej Nowego Jorku. Jeden gołąb rozpoznawał Serba przybywając regularnie po nasiona, wkrótce łączyło ich pewne zrozumienie, ale w końcu ptak zachorował i nic nie dało się zrobić, by go uratować. Po jego śmierci badacz poczuł się samotny i przygnębiony jak nigdy dotąd. Nikola Tesla zmarł 7 stycznia 1943 r. w wieku osiemdziesięciu trzech lat w nowojorskim pokoju hotelowym. Na jego pogrzebie zjawiło się ponad dwa tysiące osób, w tym znani naukowcy w hołdzie dla człowieka, który uczynił świat jaśniejszym.


Podsumować życie Nikoli Tesli jest niezwykle trudno, czytając autobiografię można wyrobić sobie niejakie pojęcie o jego osobowości i choć częściowo zrozumieć jak wielkim był wizjonerem, ale też konsekwentnym badaczem, erudytą i showmanem potrafiącym wprowadzić publiczność w osłupienie. Człowiek niepozbawiony pewnych wad jeśli spojrzeć przez ostatnich prac, trochę mizantrop, a na pewno introwertyk, miał przecież szczerą ambicję podarowania światu cudownej technologii, która miała zmienić historię na zawsze. Wolna energia dla wszystkich, w każdym miejscu, bez żadnych opłat, niemal natychmiastowa komunikacja na planecie i nawet dalej, nowoczesna i czysta technologia czyniąca życie ludzi bezpieczniejszym, jaśniejszym i czystszym. Intencje Tesli – choć czasem naiwne – były również czyste, ten niedoceniony dziś w znacznej mierze badacz zdawał sobie sprawę z potęgi własnego umysłu, ale nie było w tym próżności. Chciał wykorzystać go dla dobra ludzkości i w znacznej mierze mu się to udało. Jak później mawiali publicyści, był człowiekiem, który pchnął ludzkość w XX wiek. Do dziś w każdym gniazdku płynie prąd przemienny, używa się silników trójfazowych, turbin adhezyjnych, cewek Tesli, radia, świetlówek, sterowania radiowego i wielu innych wynalazków, których autora zapomniano. Dlatego nazwano go człowiekiem spoza czasu, nowoczesnym czarodziejem, Prometeuszem współczesności, mistrzem błyskawic, a niniejsza praca nie pretenduje do objęcia nawet cząstki dziedzictwa serbskiego naukowca. Pole do badań jest cały czas otwarte i być może kiedyś Nikola Tesla zajmie należne mu miejsce w panteonie wielkich uczonych XIX wieku.


Na koniec krótki wiersz, którym Robert Underwood Johnson chyba w najdoskonalszy sposób wyraża atmosferę towarzyszącą pracy Tesli.


IN TESLA'S LABORATORY.

HERE in the dark what ghostly figures press
No phantom of the Past, or grim or sad;
No wailing spirit of woe; no specter, clad
In white and wandering cloud, whose dumb distress
Is that its crime it never may confess;
No shape from the strewn sea; nor they that add
The link of Life and Death - the tearless mad,
That live nor die in dreary nothingness:

But blessed spirits waiting to be born -
Thoughts, to unlock the fettering chains of Things;
The Better Time; the Universal Good.
Their smile is like the joyous break of morn;
How fair, how near, how wistfully they brood!
Listen! that murmur is of angels' wings.10

.


Piotr Gołąb


Bibliografia:


  • Cheney Margaret, Tesla. Man Out Of Time, Englewood Cliffs, N.J. 1981.


  • Aubrey Bryan, Nikola Tesla, w:Dictionary of World Biography, vol 6, The 19th Century, Pasadena - Hackensack, NJ 1999.



  • Commerford Martin Thomas, Nikola Tesla, The Century; a popular quarterly. / Volume 47, Issue 4, p. 582-586 New York, February 1894.

http://cdl.library.cornell.edu/cgi-bin/moa/moa-cgi?notisid=ABP2287-0047-151











  • Robert Underwood Johnson, In Tesla's Laboratory, The Century; a popular quarterly, Volume 49, Issue 6, April 1895, p. 933.


Grafika przedstawiająca Nikolę Teslę pochodzi z artykułu: Commerford Martin Thomas, Nikola Tesla, The Century; a popular quarterly. / Volume 47, Issue 4, p. 582-586 New York, February 1894.

http://cdl.library.cornell.edu/cgi-bin/moa/moa-cgi?notisid=ABP2287-0047-151


Grafiki przedstawiające Marka Twaina oraz laboratorium w Colorado Springs pochodzą z Projektu Wikimedia.


Wszelkie tłumaczenia (o ile nie podane zostało źródło) są dziełem własnym autora.



1ew. wojna natężeń od ang. „war of the currents”

2ang. „Westinghaused”

3Zapewne istnieje w języku polskim odpowiednik nazwy tego wynalazku, choć znalezienie go okazało się problematyczne.

4Pamiętajmy, że era mechaniki kwantowej wraz z dualizmem korpuskularno-falowym miała dopiero nadejść.

5Najbliższy odpowiednik w języku polskim to radiogram.

6Autor nieznany, Notes and Queries, Manufacturer and builder, Volume 25, Issue 5,, May 1893, p.119.

7 Robert Underwood Johnson, A Fairy from the Sun-Shower, Quid pro Quo, Why the Army Became Quiet. Paraphrased from the Servian of Zmai Iovan Iovanovich, after literal translation by Nikola Tesla, The Century; a popular quarterly. / Volume 49, Issue 2, December 1894.

8Zmai Iovan Iovanovich, Nikola Tesla, The Century; a popular quarterly, Volume 48, Issue 1, May 1894, p.131.

9Autor nieznany, Artificial Sunlight, Manufacturer and builder, Volume 26, Issue 3, March 1894, p. 60.

10 Robert Underwood Johnson, In Tesla's Laboratory, The Century; a popular quarterly, Volume 49, Issue 6, April 1895, p. 933.





Czytaj dalej...